* Z punktu widzenia Belli *
List był naprawdę, smutny, ale z jednej strony cieszyłam się, że rodzice napisali nam go. Postanowiłam sprawdzić, ile pieniędzy zostawili nam. Poszłam do pokoju Rose, bo tylko w jej pokoju była szafka nocna.
- Rose, zobaczymy?- zapytałam.
- Em.. ok. - odpowiedziała z niepewnością.
Otworzyłam szufladkę, wyjęłam szkatułkę.
- To co, otwieramy?- zapytałam Rose.
- Zrób Ty to. Ja nie mogę.- odpowiedziała. W jej oczach było widać strach.
- Wszystko okey?- zapytałam.
- Tak, jest okey.- odpowiedziała.
Otworzyłam ją. W szkatułce znajdował się czek, na 5 miliardów. Myślałam, że zemdleje. Pokazałam go Rose.
- O boże, to jakiś sen...- odpowiedziałam.
- No. Ale tak czy siak, pracę musimy znaleźć. Przynajmniej ja!- powiedziała stanowczo Rose.
- Ja zainwestuję w studia- odpowiedziałam.
- I mądrze. A teraz pozwól, że udam się na zakupy. - powiedziała ze śmiechem.
- Ależ oczywiście!- zaśmiałam się.
Rose poszła na zakupy, a ja w tym czasie wzięłam walizki i poszłam się wypakować. Oto mój piękny pokój:
A to pokój Rose:
Piękne, prawda?
Tak więc wypakowałam się i udałam się do salonu. Włączyłam telewizor, usiadłam na kanapie. Oglądałam może 20 minut, góra 30 i postanowiłam wyjść na spacer. Wyszłam tak, jak była ubrana. Poszłam do pobliskiego lasku. Zauważyłam lisa? Nie, to stworzenie było większe. Było to podobne do wilkołaka. Podeszłam do zwierzęcia i...
* Z punktu widzenia Rose*
Siedział na łóżku w pokoju. Zerkałam na zdjęcie rodziców. Straciłam ich w tak młodym wieku. To przykre... Nagle weszła Bella, i jak zwykle- miała plan. Chciała zobaczyć, ile pieniędzy rodzice nam zostawili. Zgodziłam się. 5 miliardów?! Taka suma?! To było fascynujące uczucie. Postanowiłam, że znajdę pracę, bo co z tego, że będziemy miały tyle kasy, jak i tak nie będziemy miały tego wieczność. Strasznie zgłodniałam, więc udałam się na zakupy. Oczywiście wzięłam klucze do domu, bo przecież Bella nie usiedzi w miejscu i będzie musiała wyjść. Zamówiłam taxi, wsiadłam i pojechałam do pobliskiego dużego sklepu. Kupiłam napoje, wędliny, pieczywo, sery, słodycze i takie tam produkty. Wychodząc ze sklepu postanowiłam, że udam się do restauracji nie daleko domu. Zamówiłam taxi, pojechałam do domu. Tak jak przewidywałam, Belli nie było. Dałam zakupy do kuchni i weszłam do restauracji. Poprosiłam o rozmowę z właścicielką.
- Dzień dobry, nazywam się Rosalie Swan- przedstawiłam się.
- Witam, Levie Welln- Odwzajemniła to.
- Wie pani, szukam pracy. Mogę być kelnerką, kucharką.- powiedziałam jej prosto z mostu.
- Hmm... w tej chwili te miejsca są zajęte. Szukamy dostawcy. Ma pani prawo jazdy?- zapytała
- Oczywiście... jaka stawka?- Powiedziałam. Stawka była w tym momencie najważniejsza.
- 2 tysiące miesięcznie- oznajmiła.
- Od kiedy mogę zacząć?- zapytałam śmiało.
- Niech pani zostawi swój numer, skontaktuję się z nią- powiedziała.
Zostawiłam jej numer. Podziękowałam za pracę i poszłam do domu.
~ Daga
List był naprawdę, smutny, ale z jednej strony cieszyłam się, że rodzice napisali nam go. Postanowiłam sprawdzić, ile pieniędzy zostawili nam. Poszłam do pokoju Rose, bo tylko w jej pokoju była szafka nocna.
- Rose, zobaczymy?- zapytałam.
- Em.. ok. - odpowiedziała z niepewnością.
Otworzyłam szufladkę, wyjęłam szkatułkę.
- To co, otwieramy?- zapytałam Rose.
- Zrób Ty to. Ja nie mogę.- odpowiedziała. W jej oczach było widać strach.
- Wszystko okey?- zapytałam.
- Tak, jest okey.- odpowiedziała.
Otworzyłam ją. W szkatułce znajdował się czek, na 5 miliardów. Myślałam, że zemdleje. Pokazałam go Rose.
- O boże, to jakiś sen...- odpowiedziałam.
- No. Ale tak czy siak, pracę musimy znaleźć. Przynajmniej ja!- powiedziała stanowczo Rose.
- Ja zainwestuję w studia- odpowiedziałam.
- I mądrze. A teraz pozwól, że udam się na zakupy. - powiedziała ze śmiechem.
- Ależ oczywiście!- zaśmiałam się.
Rose poszła na zakupy, a ja w tym czasie wzięłam walizki i poszłam się wypakować. Oto mój piękny pokój:
A to pokój Rose:
Piękne, prawda?
Tak więc wypakowałam się i udałam się do salonu. Włączyłam telewizor, usiadłam na kanapie. Oglądałam może 20 minut, góra 30 i postanowiłam wyjść na spacer. Wyszłam tak, jak była ubrana. Poszłam do pobliskiego lasku. Zauważyłam lisa? Nie, to stworzenie było większe. Było to podobne do wilkołaka. Podeszłam do zwierzęcia i...
* Z punktu widzenia Rose*
Siedział na łóżku w pokoju. Zerkałam na zdjęcie rodziców. Straciłam ich w tak młodym wieku. To przykre... Nagle weszła Bella, i jak zwykle- miała plan. Chciała zobaczyć, ile pieniędzy rodzice nam zostawili. Zgodziłam się. 5 miliardów?! Taka suma?! To było fascynujące uczucie. Postanowiłam, że znajdę pracę, bo co z tego, że będziemy miały tyle kasy, jak i tak nie będziemy miały tego wieczność. Strasznie zgłodniałam, więc udałam się na zakupy. Oczywiście wzięłam klucze do domu, bo przecież Bella nie usiedzi w miejscu i będzie musiała wyjść. Zamówiłam taxi, wsiadłam i pojechałam do pobliskiego dużego sklepu. Kupiłam napoje, wędliny, pieczywo, sery, słodycze i takie tam produkty. Wychodząc ze sklepu postanowiłam, że udam się do restauracji nie daleko domu. Zamówiłam taxi, pojechałam do domu. Tak jak przewidywałam, Belli nie było. Dałam zakupy do kuchni i weszłam do restauracji. Poprosiłam o rozmowę z właścicielką.
- Dzień dobry, nazywam się Rosalie Swan- przedstawiłam się.
- Witam, Levie Welln- Odwzajemniła to.
- Wie pani, szukam pracy. Mogę być kelnerką, kucharką.- powiedziałam jej prosto z mostu.
- Hmm... w tej chwili te miejsca są zajęte. Szukamy dostawcy. Ma pani prawo jazdy?- zapytała
- Oczywiście... jaka stawka?- Powiedziałam. Stawka była w tym momencie najważniejsza.
- 2 tysiące miesięcznie- oznajmiła.
- Od kiedy mogę zacząć?- zapytałam śmiało.
- Niech pani zostawi swój numer, skontaktuję się z nią- powiedziała.
Zostawiłam jej numer. Podziękowałam za pracę i poszłam do domu.
~ Daga

